czyli o kuchni polsko-meksykańskiej
Blog > Komentarze do wpisu
Szynka

Polskie szynki i kielbasy to jedne z nielicznych produktow zywnosciowych w Europie, jakie Meksykanin zaszczyca przymiotnikiem fantastic. Szynki, ktore robi moja Mama, obydwoje okreslamy jako najlepsze, jakie nam w zyciu do geby trafily. Ja rowna blogosc pamietam jedynie ze spozywania poledwicy sopockiej przed '89 - nie ze wzgledu na jej wybitna jakosc, ale dlatego, ze wydarzenie to mialomiejsce srednio dwa razy do roku. Ach, coz z nami robi bogactwo wyboru! Dzis juz nikt nie czuje sie szczesliwy, jedzac wzmiankowana poledwice ;-)

Ja naleze do ludzi w czepku urodzonych. Z bardzo wielu wzgledow, a miedzy innymi z tego, ze Macierz moja mila, wyprowadziwszy sie w wieku emerytalnym na wies, produkuje tam zywnosc, ktorej artyzm przekracza moje mozliwosci wyslawiania sie. Kupuje ona cwiartke prosiaka u sasiadow, z ktorej maz jej wycina szynki, a dalej jak nastepuje (poczatek cytatu):

Po wytrybowaniu kosci, szynke dziele na 4-5 kawalkow. Na te porcje przygotowuje nastepujaca mieszanke: szklanka i jeszcze troche soli (ok. 35 dkg), ze dwie szczypty saletry (ok. 4 dkg), glowka czosnku, po kilkanascie ziaren kardamonu, ziela angielskiego, jalowca i kolendry utluczonych w mozdzierzu. Ta mieszanina nacieram mieso i ukladam w garnku. Jeden dzien trzymam w temperaturze pokojowej, zeby mieso puscilo troche soku (zwykle jest go za malo, wiec podlewam mieso jeszcze solanka - 2 lyzki soli na litr wody). Potem wynosze do chlodnego miejsca i codziennie przekladam mieso tak, zeby to, co bylo na spodzie, znalazlo sie na wierzchu, a to z wierzchu na spodzie. Tak ono sobie lezy minimum osiem dni, potem jest obwiazywane sznurkiem, zeby bylo zwarte, i wedzi sie w lekko cieplym dymie przez dwa dni. Nie gotuje sie i nie parzy! Jesli sa mocno slone, mozna je troche wymoczyc w zimnej wodzie.

(koniec cytatu)

Szynki w garnku:






Wiazanie szynek:








Po porzadnym ich obwiazaniu (na zdjeciach czynia to wprawne rece meza Mamy), szynki sa umocowywane na hakach i wedruja do wedzarni. Zdjecia wszystkich etapow przyrzadzania szynek zrobil zachwycony Meksykanin, poniewaz z okazji naszego przyjazdu na ostatnie swieta Bozego Narodzenia zostala specjalnie zorganizowana demonstracja przyrzadzania szynek. Poza, rzecz jasna, sama konsumpcja produktu, Meksykaninowi bardzo przypadla do gustu czynnosc wedzenia, ktora jest zgodnie z tradycja powierzana panom. Panowie (czyli maz Mamy i Meksykanin) podeszli do zagadnienia bardzo powaznie i spedzili w drewutni przy wedzarni niemal cale dwa bite dni, 'pilnujac' ognia, ogrzewajac sie pilnie roznymi rodzajami gorzalek i dyskutujac zawziecie w dziwnej mieszaninie polskiego, hiszpanskiego i angielskiego. A oto wyniki ich staran:











sobota, 26 stycznia 2008, j_u

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/01/26 07:38:34
mój kochany padre zawsze na wielkanoc (akurat wtedy nie bywam w polsce) katuje mnie wysylajac mi fotki swojskich wedzonek:-) uwazam to za jedna z najbardziej wyrafinowanych tortur!
przed bozym narodzeniem slysze zas zazwyczaj tekst: "w tym roku wedzonek nie robilismy. mlody [moj mlodszy brat] w szkocji, ty w anglii, nie bedzie komu tego jesc." dodam, ze na swieta zawsze, za wszelka cene, staram sie do polski dostac;-)

pzdr
zwierz

p.s. zauwazylem na forum newsa... gratuluje!!! :-)
-
j_u
2008/01/26 15:51:44
Moja Mama jest bardziej milosierna - jedyne, co mnie w tym roku ominelo, to konfitury z jarzebiny. Mam nadzieje, ze w rpzyszlym roku sie do nich dorwe :-)

Newsa? Ze kupilismy bilety? Ja wciaz nie wierze, ze jade. Poza tym czeka mnie jeszcze spotkanie wizowe - a nuz mnie do USA nie wpuszcza? ;-)

-
2008/01/26 20:55:24
Ech, jaki piekny kawal szyny. Czasami marzy mi sie bycie pania domowa z umiejetnosciami typu smazenie konfitur, robienie kielbas i wedzenie szynek. Niestety czuje, ze w jakis podly sposob cywilizacja mi to wszystko odebrala, bezpowrotnie zaznaczam, bo z roznych powodow pewnych rzeczy juz sie raczej nie naucze.
-
2008/01/27 07:45:53
dokladnie o tego newsa mi chodzilo... i trzeba bylo leciec przez madryt, albo londyn... nie byloby stresow:-P
-
j_u
2008/01/27 14:04:51
Niestety, przez Londyn albo Madryd jest zupelnie nie po drodze, bo badz co badz lecimy na polnocno-zachodni skrawek i ladowanie w DF w ogole nam nie pasuje :-)
-
j_u
2008/01/27 14:07:16
Derka: po pierwsze wszystkiego sie zawsze mozna nauczyc ;-) Po drugie, obawiam sie, ze mnie tez nigdy nie przyjdzie robic prawdziwych szynek. Takie rozrywki dzisiaj to juz tylko dla pasjonatow ;-)






statystyka